Droga do „innego” - WrOpenUp i teatr Duanama w Marsylii

wyświetleń: 461

 

Myślę, że przestaliśmy żyć zamknięci w puszce ze stereotypami, bo to co zastaliśmy na miejscu okazało się czymś zupełnie innym niż to, co znaliśmy. Można powiedzieć, że zmieniliśmy punkt widzenia na otaczający nas świat.

Ten wyjazd pokazał nam, jak energia i siła młodych ludzi potrafi połączyć oraz stworzyć coś dobrego. W tym przekonaniu utwierdziła nas wspólna praca. Wiemy, że potrafimy przełamać strach przed nieznanym oraz dać komuś coś od siebie.

 Poniżej relacja z wymiany młodzieży w ramach projektu Erasmus + „Przezwyciężając strach - droga do >>Innego<<„ („Transcending fear - the path to the other”). WrOpenUp współpracował w tym projekcie z teatrem Duanama z Marsylii. Jak większość rzeczy we WrOpenUp także ta relacja jest owocem współpracy - napisali ją wspólnie uczestnicy warsztatów teatralnych. Wypowiedzi uczestników zebrała Oliwia Tomczyk. Relację zredagował Mateusz Harkot.

 m10.jpg

W ośmioosobowej grupie mieliśmy możliwość uczestniczyć w sierpniu w warsztatach teatralnych w Marsylii. Uczestnikami projektu, oprócz nas, byli również Francuzi, Hiszpanie oraz Algierczycy. Projekt miał na celu - poprzez zajęcia nie zawsze związane tylko i wyłącznie z teatrem - przybliżyć nam zjawiska związane z ksenofobią, stereotypami oraz różnicami jak i podobieństwami pomiędzy kulturami. Oprócz tego był niepowtarzalną okazją do zawarcia nowych znajomości z naszymi rówieśnikami, od których dzielą nas setki, a czasem tysiące kilometrów.

24 godzinna podróż była idealną możliwością żeby poznać się nawzajem, wykonując przy tym ćwiczenia związane z kompetencją międzykulturową. Nie mogliśmy doczekać się, aż dotrzemy na miejsce. Po wyjściu z autobusu uderzyła nas fala ciepłego powietrza, którą musieliśmy znosić przez następne 10 dni. Równie gorąco jak przez pogodę, zostaliśmy przywitani przez pozostałe grupy, które były już na miejscu.

m2.jpg

Pierwszą rzeczą, która interesowała nas po zakwaterowaniu się w pokojach, które dzieliliśmy z nowo poznanymi osobami z innych krajów, dzięki czemu szybciej się poznaliśmy i polubiliśmy, był obiad. Nie ma w tym nic dziwnego, wszyscy byliśmy głodni po podróży. Tortilla, którą nam zaserwowano, w niczym nie przypominała tortilli jaką każdy z nas sobie wyobrażał. Nie zmienia to faktu, że każdemu z nas bardzo ona smakowała, niemniej jednak była to pierwsza kulturowa różnica z jaką spotkaliśmy się podczas projektu.

Po obiedzie nadszedł czas integracji. W kreatywny sposób musieliśmy  się przedstawić. Sprawiło nam to wiele radości. Wbrew obawom bardzo dobrze czuliśmy się w towarzystwie nowo poznanych osób.

Kolejne dni rozpoczynaliśmy wspólnym śniadaniem, oczywiście, we francuskim stylu.  C'est tres bien! Na początku zajęcia miały miejsce w niższych kondygnacjach budynku, na lokalnej scenie znajdującej się w stołówce. Tam, poza kolejnymi zajęciami mającymi na celu integrację międzykulturową, zajmowaliśmy się również medytacją, zajęciami ruchowymi oraz ćwiczeniami rozwijającymi kreatywność. Między innymi sami wykonaliśmy kolorowe zeszyty, w których mogliśmy zapisywać nasze obserwacje, odczucia i spostrzeżenia dotyczące warsztatów.

m3.jpg

Po zajęciach udawaliśmy się na zwiedzanie miasta. Było ono tylko pobieżne, ponieważ większość czasu poświęcaliśmy na zajęcia, które niekiedy aż zbyt dokładnie wypełniały nasz czas. Dzięki temu nie mieliśmy czasu na „nic nie robienie”. Wykazaliśmy się pracowitością niepodobną do młodzieży w naszym wieku, a po wykonaniu tego, co było zaplanowane na każdy dzień, zwiedzaliśmy centrum miasta oraz najistotniejsze punkty Marsylii, takie jak stary port, Katedra Notre Dame de la Garde, diabelski młyn czy artystyczne uliczki Mistralu. Każdą możliwość staraliśmy się również wykorzystać żeby spędzić chociażby chwilę na plaży, której błękitna woda wołała nas każdego upalnego dnia.

m4.jpg

Podczas kolejnych dni przenieśliśmy się do teatru Toursky, w którym rozpoczęliśmy intensywne zajęcia, w których ćwiczyliśmy nasz kunszt teatralny oraz świadomość międzykulturową, poruszając tematy stereotypów, ksenofobii, uprzedzeń, złego języka i sposobów na pokojową koegzystencję. Nauczyliśmy śmiać się z samych siebie, oglądając scenki pozostałych uczestników projektu, przedstawiające stereotypy dotyczące każdej z nacji. Pod koniec zajęć przeprowadzaliśmy podsumowanie, nazywane profesjonalnie „ewaluacją”. Polegała ona między innymi na rozmowie o tym, czego się nauczyliśmy, jakie kwestie zostały poruszone danego dnia oraz co chcielibyśmy dodać dotyczącego konkretnego tematu. Nasze myśli zbieraliśmy na arkuszach papieru, które na końcu projektu zostały odczytane i wywieszone w teatrze, abyśmy mogli je zapamiętać.

Po warsztatach, oprócz wspomnianego wcześniej chodzenia po mieście oraz wyjść na plażę, organizowane były wspólne zabawy integracyjne, ćwiczenia z medytacji oraz wzajemnego masażu, który miał pobudzić nasze mięśnie, przekazać dobrą energię oraz oczyszczać nasze czakry.

m5.jpg

 Podczas drugiego tygodnia projektu przenieśliśmy się do większego teatru La Cite. W grupie pojawiły się żarty, że staliśmy się zbyt profesjonalni na poprzedni teatr. W nowym miejscu, w którym wiedzieliśmy, że wystąpimy ostatniego dnia przed publicznością, zaczęliśmy formować spektakl, nadając mu ostateczny kształt. Teatr niesłychanie spodobał się grupie, głównie ze względu na wygodne ławki, na których odpoczywaliśmy a niekiedy nawet przysypialiśmy oraz darmowy Internet, z którego nie omieszkaliśmy korzystać.

 Wieczorami odwiedzaliśmy miejscową restaurację, której właściciele starają się zmienić nawyki żywieniowe mieszkańców Marsylii serwując zdrowe, ekologiczne jedzenie. Okazało się, że to właśnie oni przygotowywali jedzenie, które jedliśmy każdego dnia.

Tam odbywały się wieczorki kulturowe – najpierw każda grupa przygotowała swoje tradycyjne potrawy, aby inni mogli ich spróbować, a następnie prezentowała swoje pokazowe piosenki, tańce i stroje. Chcąc pokazać typowe polskie smaki, przygotowaliśmy żurek oraz chleb ze smalcem i ogórkiem kiszonym. Pokazaliśmy kolegom i koleżankom disco polo, krakowiaka  i poloneza, wykorzystując przywiezione z Polski stroje ludowe. Sami oczywiście również mieliśmy okazję poznać tradycyjne smaki hiszpańskie, francuskie oraz algierskie. Nauczyliśmy się też tańczyć flamenco i poznaliśmy enigmatyczny tekst piosenki „Macarena”, który pozostawał dla nas tajemnicą przez całe dzieciństwo. Motywem drugiego wieczorku były języki. Poznaliśmy tajniki liczenia po hiszpańsku, francusku i arabsku, przydatne zwroty oraz najważniejsze słowa, w międzyczasie ucząc grupę polskich zdań oraz jako ciekawostki wprowadzając łamańce językowe oraz najdłuższe słowa.

m8.jpg

Oba wieczorki miały bardzo przyjemną atmosferę i przyjazny klimat. Po zabawie w restauracji wracaliśmy odpoczywać do hotelu. W jednym z ostatnich dni mieliśmy czas wolny, który oczywiście wykorzystaliśmy na zwiedzanie urokliwej stolicy Prowansji. Zrobiliśmy zakupy, szukając pamiątek w najbardziej ukrytych miejscach Marsylii, uwieczniliśmy wizytę na zdjęciach, zobaczyliśmy piękne budynki oraz poszliśmy wspólnie po raz ostatni na plażę, aby zapamiętać szum fal i wrzaski mew.

m9.jpg

W końcu nadszedł wielki dzień! Poziom stresu podniósł się do niebezpiecznie wysokiego poziomu, a w powietrzu dało się wyczuć gęstą atmosferę. Mimo strachu, potu, bólu i łez świetnie odegraliśmy przedstawienie, korzystając ze wszystkiego, czego się nauczyliśmy przez pobyt we Francji. Publiczność zaniemówiła, widząc naszą kreatywność, wzajemne relacje i zaangażowanie.

Całość wspominaliśmy bardzo dobrze i pomimo kilku niezauważalnych pomyłek, pozostały nam bardzo dobre wspomnienia i satysfakcja po wykonanej pracy
i wszystkich godzinach przygotowywania spektaklu. Był to przedostatni dzień naszego pobytu, a wieczorem wśród nas już pojawiły się smutne i nostalgiczne nastroje.

Ostatni dzień był jednocześnie bardzo radosny i deprymujący – żegnaliśmy się przy ogromnej ilości łez i uścisków. Byliśmy bardzo szczęśliwi, że poznaliśmy takie wspaniałe osoby, ale równocześnie przygnębieni, że się z nimi żegnamy, ponieważ przez 12 dni pobytu zdążyliśmy bardzo się ze sobą zaprzyjaźnić. Podróż powrotna upłynęła nam na wspominaniu najważniejszych wydarzeń i najbardziej znaczących wspomnień, wszyscy pogrążyliśmy się w marazmie, lecz gdy tylko zawitaliśmy
z powrotem do Polski i zobaczyliśmy swoich bliskich, dobre nastroje wróciły – stanęły przed nami wszystkie możliwości opowiadania im, jak duży wpływ wywarł na nas wyjazd do Francji i na jak długo to zapamiętamy.

PIOTREK: Najlepiej wspominam lekcje francuskiego u Moniki i Sarah, zaplatanie warkoczy wszystkim Hiszpankom. Śmieszkowanie Stasia i Daniego w pokoju, rysowanie tych dziwnych rysunków i smak melonów na obiadach. Super były wieczorne wyjścia na miasto, na przykład gdy poszliśmy na zakupy i spotykaliśmy miłych ludzi. Obcokrajowcy okazali się bardzo mili, gdy jednego dnia się rozchorowałem przychodzili i pytal jak się czuje itp. Nie zapomnę też powietrza nad morzem, charakterystycznego smrodu w metrze i bardzo ostrego sosu (gdy poszliśmy na pizzę). Podobały mi się gierki słowne Hiszpanów i śmieszne kłótnie Natalii z Abdu kto mówi szybciej. Pamiętam zbyt długie przerwy po lunchu (wszyscy spali). Trudno będzie zapomnieć  bieganie po schodach po różne kluczyki i wieczory gdy do naszego pokoju przychodziły hiszpanki (które trochę zaczynały mnie irytować, gdy chciałem iść spać)

  m7.jpg

ZUZIA: Wyjazd do Marsylii został zorganizowany przez WrOpenUp dla przełamanie pewnej bariery. Najfajniejsze wspomnienia, które zostaną ze mną na długo to codzienne rysowanie w międzynarodowych grupach. Miałam wspaniałą grupę chłopców: Yanis, Danii, Abdu. Bardzo się zżyliśmy i rozstanie było ciężkie. Będę tęskniła za rozmowami po polsku z chłopakami i zadaniami w naszych grupach. Miło było usłyszeć od Moniki, że zmieniłam się w swoich wystąpieniach i jestem odważniejsza. Mam nadzieje, że wszystkie znajomości rozwiną się na długie lata …☺

 

STAŚ: Zaskoczyło mnie jak bardzo otwarci i bez żadnych barier są obcokrajowcy. Zawsze będę miło wspominał jak uczyłem się arabskiego z Algierczykami. Nie zapomnę jak Adam (Algierczyk) śmiał się ze mnie, że moje imię po arabsku to szesnaście. Chwile jak z Yanisem śpiewaliśmy piosenki po hiszpańsku, czy wieczorne wyjścia na miasto. Najbardziej podobały mi się ciosy Souraii. Ten wyjazd niesamowicie mnie związał z tymi ludźmi. Nauczył różnych języków i dał dużo do myślenia.

 

JUSTYNA:Pobyt w Marsylii pokazał mi, jak energia i siła młodych ludzi potrafi połączyć oraz stworzyć coś dobrego. Z wyjazdu zostanie nam wiele, poznaliśmy wiele wspaniałych ludzi i te przyjaźnie mogą zostać na bardzo, bardzo długo. Pobyt w Marsylii  pomógł nam także pod szlifować języki czy nawet nauczyć się nowego. Weszliśmy w głąb różnorodnych kultur, dowiedzieliśmy się bardzo dużo o sobie nawzajem i wydaję się to wręcz abstrakcyjne czego dokonaliśmy, że zżyliśmy się  tak bardzo w tak krótkim czasie. Moim zdaniem my jako uczestnicy z różnych krajów, stworzyliśmy grupę równych sobie osób, która dzięki swojej pracy dokonała czegoś wielkiego. Nie osiągnęlibyśmy nic bez naszej otwartości, tolerancji i umiejętności odnajdywania wspólnego języka. Wspólnie stanęliśmy przed wyzwaniem (jakim było stworzenie spektaklu ). Osobiście byłam pewna że damy rade! W moim przekonaniu utwierdziła mnie nasza wcześniejsza wspólna praca. Na przykład to w jaki sposób potrafimy przełamać strach przed nieznanym oraz dać komuś coś od siebie

  m11.jpg

MATEUSZ: Zaskoczyła mnie niezwykła łatwość jaką przyszło zintegrowanie się wielokulturowej grupie. Obawiałem się o podejście do projektu muzułmanów (Algierczyków), którzy wydawali mi się najbardziej odlegle kulturowi. Jednakże okazali się jedni z najbardziej otwartych oraz po prostu w 100 procentach ,,normalni” na co nie przygotowują nas panujące stereotypy. Czuję się bogatszy o wiele doświadczeń, dzięki temu projektowi. Cieszę się, że poznałem wiele wspaniałych ludzi oraz miałem możliwość szlifowania języka francuskiego i angielskiego ☺

m12.jpg

  • 0google +

Komentarze

Zespoły

Wszystkie zespoły

Nasi partnerzy Wszyscy partnerzy

WSPARCIE Zobacz więcej

informacja_dla_ngo1.png